
Jeszcze kilka lat temu byłem przekonany, że jeśli coś w rodzicielstwie nie wychodzi, to znaczy, że po prostu muszę bardziej się postarać. Być bardziej cierpliwy, bardziej opanowany, bardziej „ogarnięty”. W głowie miałem prosty schemat: skoro kocham swoje dziecko, to powinienem umieć nad sobą panować w każdej sytuacji.
Brzmi logicznie.
Tyle że życie rzadko bywa logiczne.
Miłość do dziecka nigdy nie była dla mnie problemem. Ona była i jest. Naturalna, bezwarunkowa, czasem wręcz tak intensywna, że aż męcząca. Problem pojawiał się w tych zupełnie zwyczajnych momentach dnia codziennego. Gdy dziecko po raz piąty pyta „dlaczego”, gdy krzyczy, bo skarpetka jest „nie taka”, gdy testuje granice dokładnie wtedy, kiedy Ty masz w głowie listę rzeczy do zrobienia dłuższą niż paragony z grudniowych zakupów.
Miłość nie znikała.
Znosiła natomiast się cierpliwość.
Znikały ładne słowa, a pojawiały się te, których później wolałbym nie pamiętać. Zostawała reakcja – szybka, automatyczna i zupełnie nie taka, jaką sobie wcześniej zaplanowałem.
A przecież plan miałem.
W mojej głowie istniał obraz „spokojnego taty”. Tego, który potrafi zatrzymać się na chwilę, nazwać emocje, spokojnie postawić granice i wyjść z każdej trudnej sytuacji z poczuciem, że zrobił to dobrze. W praktyce bywałem raczej tatą po całym dniu. Zmęczonym, przeciążonym, z głową pełną spraw, które jeszcze czekały na swoją kolej. I nagle każda kolejna prośba dziecka brzmiała jak dźwięk budzika, który włącza się wtedy, gdy najbardziej chcesz spać.
Najlepsze w tym wszystkim było to, że moja żona widziała to szybciej niż ja.
Ona od dawna powtarzała, że problemem nie jest to, czy kocham dziecko – bo to było oczywiste. Problemem było to, że w trudnych momentach zwyczajnie nie miałem narzędzi. Miałem dobre intencje, miałem wiedzę, miałem chęci, ale brakowało mi prostych sposobów, które działałyby wtedy, gdy kończą się zasoby.
Bo kiedy jesteś wypoczęty, spokojny i masz czas, łatwo jest być idealnym rodzicem. Trudniej być nim wtedy, gdy dzień był długi, a Twoja cierpliwość jest już na rezerwie.
Na blogu często piszę o świadomym rodzicielstwie, ale nie w wersji „instagramowej”, gdzie wszystko wygląda pięknie i gładko. Bardziej w wersji „z życia wziętej”, z bałaganem w tle, herbatą, która zdążyła wystygnąć, i myślami, które czasem są bardziej chaotyczne niż plan dnia.
Jeśli chcesz zobaczyć, jak ja rozumiem świadome rodzicielstwo w praktyce, to opisałem to szerzej pod tym linkiem.
A jeśli wolisz wejść w ten temat od strony emocji i zwykłych, codziennych sytuacji, to zostawiam też tekst o tym, gdy rodzic jest zmęczony i nie ma już z czego.
Najtrudniejsze momenty w rodzicielstwie nie potrzebują wielkich haseł ani motywacyjnych cytatów. Nie potrzebują presji bycia „lepszą wersją siebie”. Potrzebują prostych rzeczy: słów, które nie eskalują, reakcji, które nie pogarszają sytuacji, i spokoju, który da się przywrócić – nawet jeśli nie od razu.
Z czasem zrozumiałem, że to nie brak miłości był problemem. Problemem był brak narzędzi na trudne momenty. Takich, które da się zastosować, gdy jesteś zmęczony. Takich, które nie wymagają idealnego nastroju. Takich, które nie brzmią jak teoria z książki, tylko jak coś, co naprawdę można wdrożyć w życie między kolacją a kąpielą dziecka.
I właśnie dlatego powstał mój e-book.
Nie dlatego, że chciałem coś sprzedać.
Dlatego, że sam szukałem czegoś takiego i nie mogłem znaleźć.
Chciałem prostych, prawdziwych wskazówek, napisanych z perspektywy ojca, a nie trenera. Czegoś, co pomaga wtedy, gdy nie masz już siły analizować, a potrzebujesz po prostu wiedzieć, co zrobić zamiast krzyczeć.
Jeśli czytając to, masz w głowie myśl: „To brzmi jak moje dni”, jeśli też masz dobre chęci, ale różnie z nimi bywa, jeśli też chciałbyś mieć więcej spokoju w tych trudnych momentach – to znaczy, że jesteś dokładnie w tym samym miejscu, w którym byłem ja.
I jeśli chcesz, w e-booku zebrałem to, co naprawdę pomogło mi przejść przez te chwile inaczej. Bez ideałów, bez presji, bez udawania. Raczej tak, jak to wygląda w zwykłym, zmęczonym dniu, gdy robisz herbatę po raz trzeci, bo dwie pierwsze zdążyły wystygnąć.
